Wrześniowo.

Wrzesień za nami. Za nami też pierwsze przeziębienie. W czasach kiedy przychodnie nie przyjmują, bo możesz być chory, poradziliśmy sobie z tym sprawnie i smacznie. Mały Książę z małymi sukcesami i małymi porażkami musi sobie radzić i to sam. Z sukcesami, jak to było do przewidzenia, radzi sobie śpiewająco. Z porazkami radzi sobie źle …, a raczej nie radzi sobie. Pocieszam się, że wyrośnie z tego. Obym tylko tego dożyła;)). Licznik też mi się przesunął i pasowałoby zrobić jakiś przegląd. Na razie inwestuję w uzębienie;). I chociaż darowanej, a może wybranej żonie, w zęby się nie zagląda, jako że lubię jeść, trzeba było wybrać się do dentystki. No i jesień…, tylko liczę jeszcze na taką piękną, złotą. Mam nadzieję się doczekać. Dzisiaj spałam na stojąco. Kawa nigdy na mnie jakoś szczególnie nie działała, tym razem też nie było wyjątku.

Szkoła…

Wstąpiliśmy, a w praktyce to Młody Książę wstąpił, w szanowne grono szkolne. System, jak było do przewidzenia, nie jest gotowy, przepływ informacji nie jest sprawny przez co zachodzą kuriozalne pomyłki czasami. Wszystko uwydatnione jeszcze przez pandemię i wymogi z tym związane, czasami wręcz śmieszne. W tym przypadku byłoby miło mylić się jednak, a nie żeby sprawdziło się moje czarnowidzenie. W myśl zasady: spodziewaj się najlepszego, bądź przygotowana na najgorsze,… zakasałam rękawy, a raczej odgrzebałam Małego Księcia książki i uczymy się. Mam nadzieję zarazić go skłonnością częstego czytania książek, skoro nie wpoił tego z moim mlekiem. Widać za krótko był karmiony i trzeba było tak pociągnąć do 3 lat, do tego czasu bowiem słyszałam, że wyrabia się smak u dziecka;))

Basen.

Jakim sposobem pokochać basen, kiedy to woda zimna, towarzystwo zamiast rozkoszować się woda i słońcem, wymyśla bitwy wodne, atak rekinów, zabawę w wyrzucanie do wody itp. Na jeden ze sposobów, wybrałam chyba najbardziej skuteczny: udać się na cały dzień do energylandii. Już po jednej przejażdżce kolejką, kiedy to byłam bliska wyrzucenia zawartości żołądka, zdałam sobie sprawę, że ten basen i zabawy w nim nie są takie złe. Po kilku następnych przejażdżkach, tylko się w tym upełniłam. Pod koniec dnia, przy spieczonych plecach, żołądku buntującym się na sam widok następnej kolejki, stopach błagających o masaż i bólu głowy od tych wszystkich wirowań, pokochałam cały basen i wszystko z nim związane. Dzisiaj z pocałowaniem ręki rzucę się w jego wody i niestraszne mi będą żadne rekiny, piraci, ataki itp. Niech żyje basen!!;))

Płeć.

Trafiłam ostatnio na ciekawe debaty. W swojej naiwności, czy też braku wiary w możliwości człowieka, nawet nie podejrzewałam że ludzie mają takie problemy. Kwestionują, z tego co rozumiem, rozróżnienie płci, czyli niejako kłócą się z biologią. Nie bardzo rozumiem jaki problem jest w tym, że ktoś, w tym również i ja sama, określam się jako kobieta, ale też nie mam problemu z moja płcią, orientacji seksualnej też jestem pewna. Nie bardzo potrafię zrozumieć sens zaprzeczenia różnic fizycznych między jednymi i drugimi. Mi to nie przeszkadza, ale również nie mam problemu z tym, że ktoś będąc fizycznie kobietą czuje się mężczyzną. Jego ciało, jego duch…, przecież nie będę kłociła się z nim że wiem lepiej co on/ona czuje. Ale brak trochę w tym wszystkim konsekwencji, bo jeżeli tak byśmy podchodzili do wszystkiego, to po co nam określanie wieku np? Ponoć wiek, to tylko liczba, więc mając 18 lat, ktoś może podawać że ma 60, bo tak się czuje. Ktoś może nie czuć się Polakiem, bo nie utożsamia się z tym narodem, a bliżej mu kulturowo, czy cywilizacyjne do innej nacji. Zakwestionować możemy wszystko, tylko czy to, że będę upierała się przy wersji iż jestem małą, drobną blondynką w wieku 16 lat, sprawi iż taka będę? Albo to że będę czuła się dobrze i w pełni zdrowia sprawi iż będę żyła 200 lat, czy jednak moja śmiertelność jest całkiem namacalna i fizyczna. To, że czuje się szczupła i podobam się sobie sprawi, że będę wciskać się w ciuchy o rozmiarze 34, czy jednak wpasuję się w takie, jakie mam wymiary. To jaka jestem, jak wyglądam każdy widzi. Każdy widzi też jakiej jestem płci, przynajmniej fizycznej, bo z emocjonalną różnie bywa, czasami nie są takie same. Ale fizyczność ma to do siebie, że ma swoje ograniczenia i prawa i tutaj z biologią nie ma się co kłócić, ani jej zaklinać. Takie moje zdanie, ale zawsze dopuszczam, że mogę się mylic, albo że mam ograniczone spojrzenie. Grunt, że jestem pewna że to moje myślenie…,chociaż zaczynam czasami i w to wątpić;))). I żeby nie było, jak komuś sprawi to różnicę może mówić czy też napisać o mnie, że jestem mężczyzną, to moim światem nie wstrząśnie, ani nie zaprowadzi rewolucji.

Czasami dochodzę do wniosku, że mam bezproblemowe życie i brak dylematów. Inni to dopiero mają problemy i kwestie do rozstrzygnięcia…

Płaczka.

Dawniej, na potrzeby czasów i najwidoczniej rynku, wynajmowane kobiety, tzw. płaczki, miały wykonywać ciężką pracę i ronić ciężkie łzy na pogrzebach. Być może przy tym jęczeć też, czy spazmować, nie mam pojęcia. Dziwi mnie, że potrafię wzruszyć się na jakiś sztucznych, zmontowanych reklamach i uronić łezkę wzruszenia, ale na ostatnich pożegnaniach, tego ziemskiego padołu, oczy mam suche i myśli spokojne. Zdecydowanie odbiegam od normy wśród zapłakanych uczestników.

Żniwa.

I to nie te na roli w piękny słoneczny dzień. Zniwiarz z kosą wziął zamach i ściął kolejny kłos z naszej rodziny. Nie jest to co prawda najbliższa rodzina, ale czy to w ogóle ma znaczenie, czy dalsza, czy bliższa? Rodzina to nie tylko DNA. Jutro pogrzeb. Zacznę bać się odbierać telefony niebawem.

Wakacje…

Niby wakacje, ale wszystko dalekie od tego co było jeszcze na ten przykład w tamtym roku. Nic nie jest stale i nieuchronne, oprócz śmierci. Jedyna stała niezmienna. Nieświadomie, czy też z wpojonym lekceważeniem objawów, mój tata otarł się o śmierć. Brzmi poważnie i też lekarka, która zadzwoniła z wynikami z holtera, nie żartowała kiedy to mówiła iż myślała, że nie odbierze telefonu bo nie ma go już na tym padole ziemskim. Skutkiem tego, jak przyjechałam do nich po tym telefonie, oni już obdzwonili pół rodziny, chyba żeby się pożegnać. 2,5 doby potem odwoziłam go z rozrusznikiem wszczepionym…, wygląda to dosyć „ciekawie”. Jak zwykle miałam całkiem inne tego wyobrażenia. W sobotę pożegnaliśmy babcię Pięknego. Jeżeli człowiek ma to szczęście dożyć słusznego wieku, oby dożył go w sprawności fizycznej, jak i intelektualnej, w innym przypadku wydaje mi się być to już nie życiem, a bardziej skłania się ku wegetacji…

I jak zwykle nie rozumiem zachowań innych. Wielka rozpacz, łzy, lament i wielka miłość nagle i jak dalej żyć bez babci…, podczas gdy żyła, czy też wymagała bardziej opieki i pomocy, to ta uwaga, miłość i więź niezbędna do życia, przyjęła postać doskwierania, przeszkadzania, braku cierpliwości itp. Za życia trudno było znaleźć czas na poświęcenie chociaż jednej myśli, nie wspominając o odwiedzinach babci, a po śmierci nagle okazało się, jaką to była dobra siostrą, matką babcią i prababcią. Umieramy w samotności, a płaczą po nas rzewnie tłumy…, gdzie w tym sens, czy też serce…

2020…bardzo ciekawy z Ciebie rok, co jeszcze niesiesz w darze w tej drugiej połowie…, oby lepsze wieści niż w pierwszym półroczu.

Dystans.

Po raz kolejny stwierdzam, że dobrze jest trzymać dystans i mieć dystans;). Najlepszym wyjściem często-gęsto jest brak zaangażowania;). A wystarczyła chwila nieuwagi i obejrzenia kilku wypowiedzi, debat, by zaraz obudziły się emocje. To raczej nie logika, chociaż bardzo często wydaje mi się, że „na chłopski rozum” …, ale to emocje. Po raz kolejny przekonuję się też jak bardzo skrajne może być kojarzenie, czy też spojrzenie, dwóch osób na jedną i tę samą sytuację. Jesteśmy tak różni, ale to nie powinno przeszkadzać nam żyć razem. Teoretycznie;). W praktyce padają okrutne słowa, za słowami często idą też czyny… Może i intencje niektórych były, czy też są dobre…,ale i tak kończy się jak zawsze. J. Piłsudzkiemu przypisywane są słowa jak niżej. Czy on jest autorem tych słów, nie mam pojęcia, ale coraz trudniej mi czasami zaprzeczać temu i bronić naszych przedstawicieli.

„Do polityki garną się ludzie, którzy nic nie osiągnęli a więc nieudacznicy i darmozjady. Polityka to dla nich deska ratunku, mogą godnie żyć, nie dając w zamian nic.”

Pesymista/optymista.

Optymista niewiele różni się od pesymisty. Optymiście wydaje się, że oto świat stoi przed nim otworem. Pesymista uważa w zasadzie tak samo…, tylko pesymista wydaje się wiedzieć o jaki otwór chodzi.

Źródło: Andrzej Poniedzielski.

Ps. I ja się z tym w sumie zgadzam;))

Tylko spokój może mnie uratować…

Tylko spokój, wszak nie ma w ogóle sensu przejmowanie się sprawami, na które nie mamy wpływu. Szkoda tylko, że te sytuacje mają ogromny wpływ na nas;). Ale dobrze, tylko spokój, więc zachowuję pozory spokoju na zewnątrz. Światu i nawet sobie w lustrze. Jestem oazą spokoju, cierpliwości i zrozumienia. Za to wewnątrz…, oj Matulu, za to wewnątrz jestem cała przepełniona i kipiąca, wrzącą wulgaryzmami, których nie powstydziłby się najstarszy marynarz tego świata, czy inny człek lubujący się w takim słownictwie. A to zaledwie i niespełna miesiąc. Jaķże chciałabym być jedną z tych potrafiących się zorganizować i zdyscyplinować osób, życie byłoby łatwiejsze;). Ale nic to. Tylko spokój może mnie uratować. Tylko spokój;). Jeszcze aby tylko nie zapomnieć o oddychaniu…;)