Płaczka.

Dawniej, na potrzeby czasów i najwidoczniej rynku, wynajmowane kobiety, tzw. płaczki, miały wykonywać ciężką pracę i ronić ciężkie łzy na pogrzebach. Być może przy tym jęczeć też, czy spazmować, nie mam pojęcia. Dziwi mnie, że potrafię wzruszyć się na jakiś sztucznych, zmontowanych reklamach i uronić łezkę wzruszenia, ale na ostatnich pożegnaniach, tego ziemskiego padołu, oczy mam suche i myśli spokojne. Zdecydowanie odbiegam od normy wśród zapłakanych uczestników.