Pod.

Wróciło zdalne, o radości. Dobrze, że tylko na chwilę, a po 9 stycznia mam nadzieję, że będzie szkoła. Chociaż już w zeszłym tygodniu szkoła dyszała, jak parowóz na szynach, ostatkiem sil. 70 dzieci na kwarantannie, niedobór nauczycieli i tylko wyczekiwałam na telefon od szkoly, że i nam należy się kwarantanna. Jakby telemarketing nie był zbyt nachalny, to w tym tygodniu nadrabiała to moja rodzona mama. Dzień w dzień po kilka telefonów. Wspominałam już może, że nie cierpię rozmawiać przez telefon? W dalszym ciągu obowiązuje to w pełni. I w tym też tygodniu akcja pod tytułem „dziecko zaszczep sie”, przybrała inny wymiar. Mniej więcej cytując rodzicielkę: tata w końcu straci cierpliwość, przyjedzie do Ciebie i spuści Ci manto na goły tylek. Koniec cytatu. Nie wiedziałam czy zacząć się śmiać, płakać, czy kłócić na poważnie, a na końcu rzucić słuchawką. Ze wszystkich możliwych opcji wybrałam oczywiście śmiech. Coś czuje że to mogą być ciekawe święta;)) za dużo w ludziach siedzi pod skórą;))

Nie ma to jak grudzień;)

I nie ma to jak narazić się na wydatek kilku stówek przed samymi świętami z własnej winy, żeby nie napisać głupoty;). Czytając u „czterdziestki”, że po raz wtóry wpadł jej telefon do ubikacji, zachodziłam w głowę, jak można wrzucić telefon do ubikacji. Już nie muszę zachodzić i kombinować po ostatniej wizycie u moich rodziców. Mały Książe nie posiada jeszcze swojego telefonu, jego starszy kuzyn już i owszem, stąd jak się widzą najczęściej zgarnia mój i instaluje mi różne niezbędne badziewia. W końcu zaczęliśmy walczyć ze sobą o mój telefon i skonfiskowałam go tak skutecznie, iż idąc do WC za potrzebą zapomnialam że mam go w tylnej kieszeni spodni. To jest przepis na katastrofę;)). Następne kilka dni przypomniałam sobie o laptopie i tylko klikałam linki do przypomnienia hasła, a to do szkoły, a do do librusa, a to do WhatsApp i do masy innych aplikacji, portali… Czulam się jak dziecko we mgle;)). Telefon prawą jak i lewą ręka. Zdawałam sobię sprawę, że telefon jest dosyć ważny urządzeniem w moim życiu, ale jak ważnym okazało się dopiero jak go straciłam;) Ale za sprawą paru ładnych stówek wróciłam do życia I to nie tylko wirtualnego.

Doceniajcie swoje telefony, nigdy nie wiadomo kiedy wpadną Wam do wody;)))

Media…

Na najpopularniejszym portalu społecznościowym od dłuższego czasu różne reklamy i wstawki urywków filmow/programów wyświetlały się i kusiły aby stać się wiernym widzem. Seriali nie oglądam (poprawka, nie oglądam polskich seriali), filmy w TV drażnią mnie przerwami na reklamę, więc też nie oglądam. Wiadomości/fakty/fakty po faktach/uwagi itp… w żadnym wypadku i tylko pod przymusem. Będąc u rodziców, czy teściów, zdarzy mi się obejrzeć jakiś program o ogrodzie, wyprowadzce na wieś, czy remontach i to nawet z przyjemnością obejrzę. Namnożyło się jednak tyle tych programów rozrywkowych, reklama była tak nachalna, że i w końcu moja ciekawość zwyciężyła i chciałam zobaczyć o co ten cały szum na portalach, istagramach i czym to większość ludzi żyje i się „podnieca”.

Matko i córko, ja żyje w całkiem innej rzeczywistości, w całkiem innym świecie. Program, który oglądają miliony pokazuje uczestników którzy np:

-twierdzą że nigdy nie myli naczyń,

-nigdy nie robili ciasta i nie korzystali z miksera,

-13 facetów nie potrafi załączyć kuchenki indukcyjnej,

…, wszystko jest tak …groteskowe. Naprawdę zastanawiam się kto to ogląda, a oglądają, bo ciekawość zaprowadziła mnie na istagrama, na fb…ile tam komentarzy, ludzie jak to przeżywają, wyzywają, teorie mają I zyja z odcinka na odcinek. Media tak ogłupiają, czy to jednak już taka rzeczywistość… Ja wytrzymałam parę dni, po czym skorzystałam z funkcji blokowania postów o tej treści. Niech ogląda to kto chce i lubi, ja nie dałam więcej rady. Taka rzeczywistość… to nie moje życie jednak i nie na moje nerwy, oczy, czy też słuch.

Dobrze, że miesiąc listopad mogę mieć wypełniony książkami dzięki uprzejmości salmiaki i jej wpisie o Woblink. Dzięki Ci Panie za salmiaki!;). Z pocałowaniem kartek wracam do książek;). To są jednak moje klimaty.

Zabawa była przednia…

Co dostarcza rozrywki kobiecie dojrzałej (dojrzała sugerować może tez dojrzałość emocjonalną, ale z moim poczuciem humoru często trudno o tą dojrzałość emocjonalną, więc jedynie odnosić się będzie do mojego wieku, żeby brutalnie nie napisać „kobiecie starej”). Otóż dzisiaj odkryłam, że spotkanie rodziców dzieci szkolnym jest przykładem przedniej zabawy. Matki (bowiem głos zabierały jedynie kobiety, pewien tata siedział tuż za mną, w pewnym momencie i po wygłoszeniu kilku komentarzy pod nosem „o Boże, ja pierniczę” (tutaj wprowadziłam własną cenzurę), straciwszy cierpliwość, wyciągnął telefon i albo przeglądał fb albo inne pasjonujące portale). 125 zł na semestr, czyli na pół roku. Rozumiem rodziny w których bieda piszczy i są wybory miedzy „jeść czy się ubrać”, że jest to kwota spora dla budżetu domowego i o którą można się wykłócać. Nie oceniając innych po wyglądzie, miałam okazję poznać jedną z tych matek na ostatnim przyjęciu urodzinowym jednego z kolegów Małego Księcia. Słyszałam o wakacjach we Francji, we Włoszech, o ogrodzie na działce, o samochodach posiadanych i w planach itp itd. Na biednego nie trafiło, jak to mówią, „koleżanka” pracuje w banku i widać i słychać, że wykształcona na nasze nieszczęście. Nie wiem o co walczyła szczerze pisząc bo jakby miała sama zapłacić za wycieczkę do „zatorlandu” wynająć dmuchańce w dzień dziecka, DJ, zrobić paczkę na gwiazdkę i bal przebierańców i jeszcze inne atrakcje, które dzieci miały z tych składek, to te 125 zł trochę mnie śmieszy. Kto ostatnio robił większe zakupy spożywcze na pewno przyzna mi rację iż z kwotą 125 zł nie zaszalejemy za bardzo. A właśnie przez 125 zł, a raczej przez matki reprezentujące swoje dzieci, spotkanie zamiast trwać pół godziny przeciągnęło się do prawie półtorej, a i tak nic z tego gadania nie wyszło, bo dyrektor powtarzal w kółko, ze on tymi pieniędzmi nie dysponuje i to wszystko Rada Rodziców…, ale jednak nie trafiło za pierwszym razem, ani za drugim, ani za n-tym. Trochę jak z wizytą starszych babeczek u lekarza, przychodziły (przed czasem covida) do lekarza się wyżalić i pogadać, tak i dzisiaj matki przyszły wylać swoje żale chociaż to nie było miejsce, ani czas na to. Myślałam, że to może kwestia wieku, ale jednak nie omija to ludzi młodych (przynajmniej młodszych ode mnie, czyli prawie wszystkich;))), ani wykształconych, czyli teoretycznie mądrych. Teraz zaczynam podejrzewać, ze może to nasza przypadłość, w sensie kobiet? Może mamy takie tendencje do maglowania po raz n-ty jednego tematu, chociaż nic to nowego nie wniesie, nie zmieni, byleby się tylko wygadać i być wysłuchanym. I mamy też dziwną tendencję do oszczędzania, czy też bycia skąpym w jednych przypadkach, aż za bardzo, w innych aż niedostatecznie. Zabawa z matkami dzieci szkolnych jest przednia.

„Po co Ci to?”

Nawet nie nazwałabym tego zdaniem, może pół zdania, ćwierć zdania, a tak potrafi człowieka zaskoczyć, zaskoczyć niezbyt pozytywnie. Wiele razy zdarzało mi się czytać spostrzeżenia, czy też marudzenia innych, jak to Polacy np bardzo nie lubią wyróżniających się ludzi, tych którzy są wyjątkowi w czymś, błyszczą swoją pasją i hobby, zamiast pogłębiać dołek w kanapie z piwem w ręku na przykład. Wielu z nas ma swoje schematy, granice, wzorce, po których przekroczeniu czujemy dyskomfort. Często z takich sytuacji, czy też ludzi, śmiejemy się, traktujemy protekcjonalnie, czy też najzwyczajniej mówimy o nich „głupki”;)). Ze mnie też się śmieją, z moich pomysłów i sposobów na życie. Ale jakoś nawet mi to nie przeszkadza, mimo że to osoby z najbliższej rodziny. I oczywiście w wielu przypadkach jest to odwzajemnione, żeby nie było, że ja taki Anioł bez skazy;). I bardzo też możliwe, że w przeszłości myslałam całkiem inaczej, ale teraz jak widzę, czy też słysze, że ktoś robi cos wyjątkowego, to podziwiam i w dużej mierze się inspiruję. I chociaż przemawia do mnie pragmatyzm i praktyka nad teorią ma u mnie przewagę, nie podejrzewałam, iż to że przypominam sobie język francuski bedzie takim problemem dla niektórych. Nie rozumiem za bardzo czemu to innym przeszkadza i kole w oko. Sprawia mi to frajdę i lubię, to powinno wystarczyć. Ciekawe kiedy nadejdą czasy, w których będziemy musieli się tłumaczyć ze swoich myśli, marzeń czy fantazji…, chociaż może już w nich żyjemy, jak tak się przez chwilę nad tym zastanowię, przynajmniej nad tymi wypowiedzianymi na głos.

Konsekwentna.

Na horyzoncie tygodnia, widać już naszą rocznicę ślubu. Co prawda nie jest okrągła, czyli jednocześnie w domyśle nie jest wyjątkowa. Ostatnio życie daje mi nieustanne jednak dowody na to, że w dzisiejszych czasach staż ponad 5 lat bycia/życia razem, zaczyna być postrzegane jako coś wyjątkowego, a nie jako reguła, jak jeszcze naście lat temu, więc zaczęłam i ja doceniać to jeszcze bardziej. Kiedy spytałam się Pięknego jak ze mną wytrzymał tyle, usłyszałam że potrzeba do tego wiele…wiele…wiele…wiele cierpliwości. I ja to szanuję i ja się z tym zgadzam;). Jednym z dobrych przykładów jest bycie konsekwentną przeze mnie;). Miałam uczyć się angielskiego, to też uczę się języka…francuskiego;)) (miałam przez 4 lata w szkole średniej i mam do tego języka pewien sentyment). I muszę przyznać, że z dzisiejszymi możliwościami, aplikacjami (korzystam z Duolingo) i dostępem do materiałów, to jest niebo i ziemia z nauką tego języka teraz, a nauką kiedy byłam nastolatką. Podoba mi się okrutnie. Kusi mnie nawet żeby i powrócić do rosyjskiego (to jeszcze za czasów szkoły podstawowej, ale tutaj musiałabym od podstaw zaczynać, bo lekcje w owych czasach i owej szkole polegały na tym, że pani puszczała nam piosenki laToya Jackson). I to jest konsekwencja w moim wykonaniu. W naszej rodzinie cierpliwość musi być na pierwszym miejscu;)

Dobre słowo.

Bardzo miła sytuacja ostatnio mi się przydarzyła. Będąc jeszcze na wakacjach z bratową i dziećmi wybrałyśmy się najpierw do zoo, a później do parku trampolin. Przez godzinę dzieci miały wyżywać się nie na nas, tylko tracić energię na trampolinach. Korzystając z tego czasu chciałam wyjść i poszukać apteki w okolicy. Wyszłam więc z sali do przedsionka, gdy zatrzymały mnie wyraźnie skierowane do mnie słowa: „część Ania”. Podniosłam wzrok i napotkałam cudne niebieskie oczęta, ale twarz nie mówiła mi za wiele. Już miałam mówić, że to pomyłka i nie znam Pana…, kiedy w czeluściach mojego umysłu zaskoczyło i dopasowałam oczy do zmienionej twarzy i głosu. Minęło jakieś…25 lat jak ostatnio się widzieliśmy. Kolega z czasów podstawówki. Zmienił się okrutnie (na korzyść), także na pewno ja bym go nie poznała. Zdumiało mnie więc tym bardziej to, że mnie poznał w jednym momencie jak weszłam, szczególnie że nie byliśmy nawet w naszej rodzinnej miejscowości, tylko setki km od niej. Wtedy usłyszałam „dobrych ludzi się pamięta”. Czy muszę pisać, że zrobiło mi się okrutnie miło? Frazes, coś rzucone jako komplement, dobre słowo…, a przyjemność wielka. Dawno już mnie nikt tak nie zaskoczył takim dobrym słowem;). Jeszcze jak usłyszałam, że nic się nie zmieniłam (miałam wtedy jakies 14-16 lat), to też postanowiłam wziąć to jako komplement i że chodzi tylko o wygląd zewnętrzny, a jednak emocjonalnie i umysłowo zmieniłam się bardzo;). Dobre słowo ma MOC;). Nie żałujmy sobie dobrego słowa, to prawdziwa przyjemność usłyszeć coś miłego!;)

Sierpień.

Ku pamięci: nie zostawiać niczego w lodówce, gdy w planach mam wyprawy i włóczenie się po rodzinie przez ponad miesiąc. Ciężko pozbyć się tego zapachu z lodówki. Jeszcze ciężej pozbyć się zapachu pleśni z piekarnika, gdy ktoś nadgorliwy schowa Ci zbierane owoce dzikiej róży, które jeszcze nie zdążyły się ususzyć.

Banicja dobiegła końca i w końcu mogę cieszyć się swoimi własnymi kątami. Fajne są takie wypady, jeszcze fajniejsze dla Małego Księcia atrakcje i nowe miejsca. Trudno pisać o odpoczynku gdy pot leje się po plecach i mięśnie stękają z wysiłku. Zgodzę się też z tym, że trudno mówić o odpoczynku czy urlopie, gdy spędzasz go z dziećmi;). Ale mimo fizycznego zmęczenia, jakoś lepiej z psychiką i stanem ducha. Trzeba łapać te chwilę i zapisywać je w telefonach, będzie co wspominać w czasach kiedy Mlody Ksiaże będzie już za stary na wypady i wakacje ze swoją mamą. Wtedy zatęsknię jeszcze za tym, co teraz mam w nadwyżce na co dzień;))

Jestem teraz na etapie prania, prasowania i jeszcze raz prania. Pogoda nie chce ze mną jednak współpracować w tym temacie.

Lista.

Wakacje to też i urodziny w naszej rodzinie. Właśnie zbieram się za pieczenie torta, bo jutro impreza. Nie muszę chyba pisać, że ociągam się jak tylko mogę, ale taką mam niezdrową przypadłość, że lubię zostawiać wszystko na ostatnią chwilę. Co tam skoki na linie i inne atrakcje, nie ma to jak adrenalina krążącą w organizmie, kiedy za 5 minut goście będą u drzwi, a Ty wstawiasz dopiero ziemniaki;)). Natura na przekór moim staraniom chlapie deszczem na świeżo umyte okna, trzeci raz w tym tygodniu już nie będę ich myć, bo sąsiedzi zaczną podejrzliwie się na mnie patrzeć, a prognozy wskazują, że i jutro będzie padać. Lubię burze. Szczególnie kiedy jestem zamknięta w domu, rolety opuszczone, a ja pod kocykiem/kołdrą czy innym pledem z zamkniętymi oczami ignoruje trzaski i błyski. W takich okolicznościach najlepiej też ogląda się filmy. Szkoda tylko moich kwiatków potarganych przez wichurę i pomidorów. No i jeszcze taras cały w śmieciach. Moja lista zadań na dzisiaj się wydłużyła. Jak zabraknie mi dnia na odhaczenie wszystkich punktów z listy, to zawsze zostanie mi trochę nocy;))

Wakacje 2021.

Z marszu jak tylko się zaczęły, tak wyjechaliśmy i my zacząć nasze „wypoczywanie”. I o dziwo wypoczęliśmy;)). Pochodziliśmy po górach, co prawda niskich i nie za dużych odcinkach (dzięki Ci Panie za Małego Księcia i ograniczenia w jego możliwościach, gorzej bedzie kiedy role się odwrócą i on będzie chciał iść dalej, wyżej, szybciej itp, a to ja będę biadolić i jęczeć, że już nie mogę i nie chcę, za to chcę do domu);)). Ponad tydzień spędziliśmy u wujka w przepięknych okolicznościach przyrody. Telefon służył mi tylko do robienia zdjęć i nawet nie chciało się przeglądać stron internetowych, czy innych portali społecznościowych, kiedy można było przeglądać na żywo widoki zapierające dech w piersi;)). Miejscówka nie była 4 gwiazdkowa, nawet nie była 3 gwiazdkowa, ani 2;)), ale wystarczył nam dach nad głową, miejsce do spania, a dla Małego Księcia mycie sie w misce było kolejną atrakcją w te wakacje.;)). Dni spędzone aktywnie i intensywnie. Książe zachwycony i powiedział, że woli bardziej takie wakacje niz wypad na Chorwację. A ja się z nim zgadzam (o dziwo). Za stara już widocznie jestem na leżenie plackiem na plaży, chociaż i to ma swoje dobre strony;)). Teraz tydzień przerwy w domu, a potem wakacje ciąg dalszy i szukanie atrakcji dla dziatwy w ilości 2-6;))