Wakacje…

Niby wakacje, ale wszystko dalekie od tego co było jeszcze na ten przykład w tamtym roku. Nic nie jest stale i nieuchronne, oprócz śmierci. Jedyna stała niezmienna. Nieświadomie, czy też z wpojonym lekceważeniem objawów, mój tata otarł się o śmierć. Brzmi poważnie i też lekarka, która zadzwoniła z wynikami z holtera, nie żartowała kiedy to mówiła iż myślała, że nie odbierze telefonu bo nie ma go już na tym padole ziemskim. Skutkiem tego, jak przyjechałam do nich po tym telefonie, oni już obdzwonili pół rodziny, chyba żeby się pożegnać. 2,5 doby potem odwoziłam go z rozrusznikiem wszczepionym…, wygląda to dosyć „ciekawie”. Jak zwykle miałam całkiem inne tego wyobrażenia. W sobotę pożegnaliśmy babcię Pięknego. Jeżeli człowiek ma to szczęście dożyć słusznego wieku, oby dożył go w sprawności fizycznej, jak i intelektualnej, w innym przypadku wydaje mi się być to już nie życiem, a bardziej skłania się ku wegetacji…

I jak zwykle nie rozumiem zachowań innych. Wielka rozpacz, łzy, lament i wielka miłość nagle i jak dalej żyć bez babci…, podczas gdy żyła, czy też wymagała bardziej opieki i pomocy, to ta uwaga, miłość i więź niezbędna do życia, przyjęła postać doskwierania, przeszkadzania, braku cierpliwości itp. Za życia trudno było znaleźć czas na poświęcenie chociaż jednej myśli, nie wspominając o odwiedzinach babci, a po śmierci nagle okazało się, jaką to była dobra siostrą, matką babcią i prababcią. Umieramy w samotności, a płaczą po nas rzewnie tłumy…, gdzie w tym sens, czy też serce…

2020…bardzo ciekawy z Ciebie rok, co jeszcze niesiesz w darze w tej drugiej połowie…, oby lepsze wieści niż w pierwszym półroczu.