To nie jest dobry czas…

Końcówka roku z przytupem. Miałam nadzieję że na ten rok limit pogrzebów został wyczerpany. Niestety w niedzielę zmarła mama bratowej. W poniedziałek miałaby urodziny. W takich chwilach, w takim okresie, człowiek zazwyczaj żałuje, że właśnie teraz, w takim czasie, jeszcze przed świętami taka śmierć. Ale tak naprawdę każdy inny dzień nie jest dobry na umieranie, chyba że skraca cierpienie i ból. Później to cierpienie i ból straty zostaje z rodziną i bliskimi, a zmarła jest już od tego wolna. Była sympatyczną osobą. Na różnych uroczystościach rodzinnych mieliśmy okazję spotykać się, śmiać się, razem biesiadować, składać sobie życzenia. Teraz o jedno krzesło będzie mniej. Bratowa załamana. Była z nią bardzo blisko i ta strata bardzo ją dotknęła. Jutro pogrzeb. Jedziemy wszyscy. Jak wyrazić kondolencje i wyrazy współczucia, jak pomóc, jak ulżyć… Ja w takich chwilach wolę być zostawiona sobie samej, ale wiem, ze nie wszyscy tak to przechodzą.

2020…kończ Waść już…bólu oszczędź.

Listopad.

Nie cierpię robić zakupów. Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości być może było z tym trochę lepiej, ale widać z wiekiem ubywa mi cierpliwości, a przybywa poczucia marnowania czasu …i pieniędzy;). Wszystko pachnie mi chińszczyzną, a jak widzę wykonanie i fuszerkę w sklepach, za które każą sobie czasami słono płacić to, aż ręce mi opadają. W grudniu oczywiście panuje szaleństwo zakupowe i nagminne wydawanie pieniędzy, za czym nie szczególnie przepadam. Ale nie napawa mnie radością też sytuacja, kiedy został jeszcze ponad miesiąc do świat a już parę razy zostałam „zbesztana” za brak prezentów dla dzieci w rodzinie. Tak…, czekałam rok na tę szczególną atmosferę. W tym roku czuję ją już wyjątkowo w listopadzie;))). Święta…, jakże się cieszę, że te akurat są raz do roku, z Wielkanocą nie ma tyle szaleju…

Nauczanie.

Po ponad tygodniowym uczestniczeniu w zdalny nauczaniu doszlam do jakże NIE pokrzepiających wniosków:

– miałam się za osobę cierpliwą…, jakże się myliłam.

– jeżeli to co widzę i to co słyszę to mała przystawka nauczania w szkole…, to miejcie nas w opiece wszyscy osobno i łącznie na tym świecie, bo zginiemy marnie.

-szkoła nie jest w ogole dostosowana i przygotowana do nauczania zdalnego (jeden program na całą szkołę, w konsekwencji czego nauka przyjęła jakże majestatyczną jednostkę czasu godziny dziennie, w przebłyskach 1,5 godziny (co w tym wieku i z ich koncentracją da może końcowy faktyczny wynik 30 minut …i to przy optymistycznym założeniu)

-z całym szacunkiem dla pracowników szkół…, ale szczerze i w miarę obiektywnie podsumowując są nieprzygotowani okrutnie (problemy z przesłaniem załączników, linków, załączeniem sprzętu, czy dostosowaniem języka do możliwości językowych swoich uczniów)

Całą resztę typu niepowodzenia i płacz z tego powodu, czy złość bo czegoś się nie zrozumiało, czy nie potrafi itp, biorę na siebie. Problemy z koncentracją, z przygotowaniem zeszytów, podręczników itp…biorę wszystko na siebie i wiem że muszę tutaj dużo popracować, jeszcze większą cierpliwością się wykazać i zrozumieniem. Kiedyś też kroczyłam tą drogą i wszystko wydawało mi się trudne i nie do przejścia, teraz mam podgląd z drugiej strony tego medalu. Jedno jest pewne…, szkoła, o ile taki poziom to norma, to zdecydowanie za mało. Okrutnie mi smutno i przygnębiona jestem poziomem tego wszystkiego z czym na przestrzeni kilku dni miałam do czynienia. Zakasujemy więc rękawy z Pięknym i czynnie uczestniczymy w edukacji naszego Małego Księcia.

Także cierpliwość miłe widziana, wręcz pożądana w nieprzyzwoitych ilościach.

Dotyk.

Wbrew zaleceniom, wytycznym i izolowaniu się od innych ja zalecam i polecam na dobre samopoczucie, na odpędzenie lęków i na zaleczenie smutków: dużo dotyku, jeszcze więcej muśnięć, a nade wszystko ogrom przytulaków. Porozpieszczajmy się trochę…dla zdrowotności;)

Yoga.

Jestem leniem, jakby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości. Lata temu zaprzestałam aktywności fizycznej typu bieganie, pływanie, pilates, czy nawet zwyczajne przysiady itp. Do marca tego roku jedyna joga jaką znałam to ta poniżej:

Od marca, żeby się odstresować zaczęłam jogę. Wspominałam już, że jestem leniem? Zaczęłam i owszem jogę…, ale twarzy;)). Zdecydowanie polecam na odprężenie i zrelaksowanie się. W czasach zamknięcia min. joga twarzy i dobra muzyka ratowała mnie od chodzenia po ścianach. Teraz…, przy takich dawkach emocji i znowu zamknięciu, jakby nie było, nawet mój leń nie jest wystarczający aby pogłębiać dołek w kanapie. Muszę wypocić to wszystko i wyrzucić z siebie. Yoga twarzy to już za mało. Jak tak dalej pójdzie, to po tym czasie będę w takiej formie jaką miałam za lat swojej jędrnej młodości.

Pokłosie.

To co teraz, czy też od dłuższego czasu, się dzieje w domach, na ulicach, w kraju to pokłosie naszych decyzji i wyborów Proszę Państwa. Oni sami się nie wybrali na reprezentantów ludu. Mnie to nie zaskoczyło, od lat spodziewam się najlepszego, ale jestem przygotowana na najgorsze. I nie, nie upieram się, że PO poradziłoby sobie lepiej. Jakby sobie poradziła tego nie wiem. Mam takie samo zdanie o politykach jednej, jak i drugiej partii, czy trzeciej i czwartej. Ale to co się teraz dzieje, to kolejne punkty programu wdrożonego lata temu. Logiczny ciąg. I my, jako społeczeństwo, głosowaliśmy na to, daliśmy milczące zezwolenie, bo to nie była żadna tajemnica, jeżeli już to poliszynela. Teraz Ci co głosowali na tych co nas reprezentują i co wprowadzają nowe ustawy, może zadadzą sobie pytanie, czy faktycznie on/ona reprezentuje mnie i moje sprawy/interesy/poglądy.

Piekło kobiet…

Wczoraj na fb zawrzało i nastąpiła masowa zmiana zdjęć profilowych. Trybunał Konstytucyjny podpadł. Piekło kobiet…, nie znam piekła kobiet zgwałconych, nie znam piekła kobiet rodzących dziecko z takiej traumy. Nie znam również piekła kobiet przechodzących ciążę z prawdopodobieństwem wad genetycznych. Znam za to piekło usuwania ciąży. Nie było to dla mnie zbawieniem, nie było nawet rozwiązaniem problemu, tak naprawdę było to dla mnie piekłem, na które jednak nie miałam patentu, było to piekło również i Pięknego, całej rodziny. Nie obce mi jest niestety też piekło urodzenia martwego dziecka. Nie wiem, które piekło jest lepsze, które gorsze…, piekło to piekło i mam nadzieję nie zaznawać już w tym życiu ani jednego z nich. Nie wiem też co mogłoby być wybawieniem dla kobiet/rodzin postawionych na takim rozdrożu. Dla mnie ani jedno, ani drugie wyjście nie było i nie jest dobre. Każdy może tylko wybrać mniejsze zło, a dla każdego może to oznaczać coś innego. Jedni będą wdzięczni za to, że nie muszą podejmować takiej decyzji, inni będą wściekli za to, że odebrano im taką możliwość. Jedne rozwiązanie dla wszystkich nigdy nie było i nigdy zapewne nie będzie najlepsze. Są takie sytuacje, w których cokolwiek by się nie zrobiło nie będzie dobrze. To są takie przypadki.

Jesteś lekiem na całe zło…

I nadzieją na przyszły rok…

Ja. A dokładnie ja, dla samej siebie, nie dla rzeszy innych ludzi. Darmo szukać nadziei, ratunku i pocieszenia (chociaż o pocieszenie nie jest trudno), zrozumienia, spokoju, czy pomocy u innych. Lepiej znaleźć to wszystko w sobie…, a niektórzy szczęśliwi cały zestaw odnajdują właśnie w sobie. Trochę przyjemniejsza wersja „umiesz liczyć, licz na siebie”. Będę więc lekiem i nadzieją…, o ile dokopię się do tych moich pokładów, utajnionych i najwyraźniej nieaktywowanych;)).

Maseczka.

Jakby nasze społeczeństwo było jeszcze w niewystarczającym stopniu podzielone i skłócone:). Brakowało nam maseczki. No i mamy. Dwie, może trzy grupy (trzecią grupę stworzyłam dla siebie, ale liczę, że może jeszcze znalazłoby się kilka takich osobników, którzy mogliby się podpisać pod tą grupą). Pierwsza, to ta, którzy są za maseczkami i noszą je gdzie tylko mogą (nawet w domu) i nieprzychylnie patrzą się na tych, którzy nie posiadają na twarzy ni to maseczki, przyłbicy, czy innej apaszki. Druga, to ta, którzy dumnie, buńczucznie i śmiało wychodzą bez tak zwanego „kagańca” na twarzy w świat, często nagrywając to na świadectwo i rzucając później światu w twarz na najpopularniejszym portalu. Trzecia, czyli mniej więcej ja, sądzi, że maseczka taka najzwyklejsza, bawełniana, więcej robi szkód niż pożytku, ale tam gdzie trzeba to nosi (przede wszystkim z lenistwa- nie chce mi się użerać z innymi ludźmi i spierać broniąc swoich racji). Nigdy nie byłam wielką fanką zakupów, więc zdecydowanie wolę zrobić szybko zakupy w 15 minut z maseczką na twarzy, niż przeciągać tą czynność na godzinę, a może i nawet więcej, w przypadku zaangażowania w taki przypadek policję. Drugi powód, może nawet ważniejszy niż moje lenistwo, to to, że rozumiem, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych osób. Ludzie nagrywający takie zdarzenia szafują wielce naruszeniem swojej wolności i że oni się na to nie godzą, nie ma nikt prawa im czegoś nakazać, zabronić itp. Napotkałam się na wiele wpisów/nagrań o tym, że na swoim blogu, na swojej stronie fb/istagramie itp. itd. mogę wpisywać co chcę, mogę reklamować co chcę i mogę sprzedawać też co chcę, bo wolność, bo to moje. Zgadzam się i popieram. Ale kto od miecza ginie… Sklepy zazwyczaj bywają prywatne w większym, czy mniejszym stopniu. To nie jest moja własność. Patrząc na sklep z perspektywy właściciela: a kto mi zakaże wpisać taki punkt w regulaminie wewnętrznym, że na terenie sklepu usta i nos mają być zakryte, w końcu to mój interes, ja opłacam podatki od tego, ponoszę ryzyko i najważniejsze: nie łamię prawa. Wchodzisz, to jesteś zobligowany zakryć nos i usta, a jak nie chcesz zakrywać, to nie wchodź. Zastanawia mnie więc zazwyczaj każdy jeden taki filmik, gdzie podnoszony jest krzyk wielki o to, że ktoś ogranicza wolność, ktoś coś nakazuje, zakazuje, i w tym samym czasie, kiedy echa jego/jej krzyków nie wybrzmiały, on/ona narzuca coś, zakazuje właścicielowi sklepów, barów, przychodni itp., i wręcz żąda zmian nie mając żadnego prawa własności do tej jednostki, na terenie której przebywa. Ja jestem wygodna, wolę iść do CZYJEGOŚ sklepu i kupić w JEGO/JEJ sklepie towar na JEGO/JEJ warunkach, niż głodować, czy parać się sama uprawą pszenicy, żeby później mieć chleb. Wolność Tomku, w swoim domku, a nie na własność innej osoby. Jeżeli się nie godzę na te warunki to zwyczajnie wychodzę, a nie kłócę się np. w kręgielni, że zakładanie ich butów jest ograniczeniem mojej wolności, że wyłączanie telefonów w kinie jest ograniczaniem mojej wolności, że cisza nocna w hotelu jest ograniczaniem mojej wolności. Skoro mogą odmówić obsługi osobom nietrzeźwym, to czemu nie mieliby odmówić obsługi osobom bez maseczek. I dla mnie pojętym jest, że jak wchodzę do kogoś do domu, to nie zwracam mu uwagi, że ma np. wykopać tego psa za próg, bo ja nie lubię zwierząt, bo to jego dom i jego zasady. Podobnie i z maską. Jeżeli chce chodzić w domu w masce niech chodzi, jeżeli wymaga ode mnie maseczki to albo wejdę do jego domu i założę maseczkę, albo zrezygnuję z odwiedzin uznając, że moja wygoda jest ważniejsza niż nasza przyjaźń. Wydaje mi się, że miłe byłoby wymagając od innych poszanowania swojej własnej wolności, szanować w równej mierze wolność innych osób. Przez lata zostały wdrożone masę ograniczeń naszej dumnie brzmiącej wolności. Jedne bardziej trafione, inne całkiem nieudolne. Nawet to, że coś jest publiczne, nie znaczy, że jest dane bez ograniczeń i warunków. Jeżeli nie godzisz się na warunki, to też i nie masz praw. Tylko tyle i aż tyle. Nie musi mi się to podobać (i nie podoba bardzo), ale jak los daje mi cytryny, to wolę z tego zrobić lemoniadę niż się krzywić i krzyczeć:)