Listopad.

Nie cierpię robić zakupów. Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości być może było z tym trochę lepiej, ale widać z wiekiem ubywa mi cierpliwości, a przybywa poczucia marnowania czasu …i pieniędzy;). Wszystko pachnie mi chińszczyzną, a jak widzę wykonanie i fuszerkę w sklepach, za które każą sobie czasami słono płacić to, aż ręce mi opadają. W grudniu oczywiście panuje szaleństwo zakupowe i nagminne wydawanie pieniędzy, za czym nie szczególnie przepadam. Ale nie napawa mnie radością też sytuacja, kiedy został jeszcze ponad miesiąc do świat a już parę razy zostałam „zbesztana” za brak prezentów dla dzieci w rodzinie. Tak…, czekałam rok na tę szczególną atmosferę. W tym roku czuję ją już wyjątkowo w listopadzie;))). Święta…, jakże się cieszę, że te akurat są raz do roku, z Wielkanocą nie ma tyle szaleju…