Maseczka.

Jakby nasze społeczeństwo było jeszcze w niewystarczającym stopniu podzielone i skłócone:). Brakowało nam maseczki. No i mamy. Dwie, może trzy grupy (trzecią grupę stworzyłam dla siebie, ale liczę, że może jeszcze znalazłoby się kilka takich osobników, którzy mogliby się podpisać pod tą grupą). Pierwsza, to ta, którzy są za maseczkami i noszą je gdzie tylko mogą (nawet w domu) i nieprzychylnie patrzą się na tych, którzy nie posiadają na twarzy ni to maseczki, przyłbicy, czy innej apaszki. Druga, to ta, którzy dumnie, buńczucznie i śmiało wychodzą bez tak zwanego „kagańca” na twarzy w świat, często nagrywając to na świadectwo i rzucając później światu w twarz na najpopularniejszym portalu. Trzecia, czyli mniej więcej ja, sądzi, że maseczka taka najzwyklejsza, bawełniana, więcej robi szkód niż pożytku, ale tam gdzie trzeba to nosi (przede wszystkim z lenistwa- nie chce mi się użerać z innymi ludźmi i spierać broniąc swoich racji). Nigdy nie byłam wielką fanką zakupów, więc zdecydowanie wolę zrobić szybko zakupy w 15 minut z maseczką na twarzy, niż przeciągać tą czynność na godzinę, a może i nawet więcej, w przypadku zaangażowania w taki przypadek policję. Drugi powód, może nawet ważniejszy niż moje lenistwo, to to, że rozumiem, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych osób. Ludzie nagrywający takie zdarzenia szafują wielce naruszeniem swojej wolności i że oni się na to nie godzą, nie ma nikt prawa im czegoś nakazać, zabronić itp. Napotkałam się na wiele wpisów/nagrań o tym, że na swoim blogu, na swojej stronie fb/istagramie itp. itd. mogę wpisywać co chcę, mogę reklamować co chcę i mogę sprzedawać też co chcę, bo wolność, bo to moje. Zgadzam się i popieram. Ale kto od miecza ginie… Sklepy zazwyczaj bywają prywatne w większym, czy mniejszym stopniu. To nie jest moja własność. Patrząc na sklep z perspektywy właściciela: a kto mi zakaże wpisać taki punkt w regulaminie wewnętrznym, że na terenie sklepu usta i nos mają być zakryte, w końcu to mój interes, ja opłacam podatki od tego, ponoszę ryzyko i najważniejsze: nie łamię prawa. Wchodzisz, to jesteś zobligowany zakryć nos i usta, a jak nie chcesz zakrywać, to nie wchodź. Zastanawia mnie więc zazwyczaj każdy jeden taki filmik, gdzie podnoszony jest krzyk wielki o to, że ktoś ogranicza wolność, ktoś coś nakazuje, zakazuje, i w tym samym czasie, kiedy echa jego/jej krzyków nie wybrzmiały, on/ona narzuca coś, zakazuje właścicielowi sklepów, barów, przychodni itp., i wręcz żąda zmian nie mając żadnego prawa własności do tej jednostki, na terenie której przebywa. Ja jestem wygodna, wolę iść do CZYJEGOŚ sklepu i kupić w JEGO/JEJ sklepie towar na JEGO/JEJ warunkach, niż głodować, czy parać się sama uprawą pszenicy, żeby później mieć chleb. Wolność Tomku, w swoim domku, a nie na własność innej osoby. Jeżeli się nie godzę na te warunki to zwyczajnie wychodzę, a nie kłócę się np. w kręgielni, że zakładanie ich butów jest ograniczeniem mojej wolności, że wyłączanie telefonów w kinie jest ograniczaniem mojej wolności, że cisza nocna w hotelu jest ograniczaniem mojej wolności. Skoro mogą odmówić obsługi osobom nietrzeźwym, to czemu nie mieliby odmówić obsługi osobom bez maseczek. I dla mnie pojętym jest, że jak wchodzę do kogoś do domu, to nie zwracam mu uwagi, że ma np. wykopać tego psa za próg, bo ja nie lubię zwierząt, bo to jego dom i jego zasady. Podobnie i z maską. Jeżeli chce chodzić w domu w masce niech chodzi, jeżeli wymaga ode mnie maseczki to albo wejdę do jego domu i założę maseczkę, albo zrezygnuję z odwiedzin uznając, że moja wygoda jest ważniejsza niż nasza przyjaźń. Wydaje mi się, że miłe byłoby wymagając od innych poszanowania swojej własnej wolności, szanować w równej mierze wolność innych osób. Przez lata zostały wdrożone masę ograniczeń naszej dumnie brzmiącej wolności. Jedne bardziej trafione, inne całkiem nieudolne. Nawet to, że coś jest publiczne, nie znaczy, że jest dane bez ograniczeń i warunków. Jeżeli nie godzisz się na warunki, to też i nie masz praw. Tylko tyle i aż tyle. Nie musi mi się to podobać (i nie podoba bardzo), ale jak los daje mi cytryny, to wolę z tego zrobić lemoniadę niż się krzywić i krzyczeć:)