Żołnierzem być,

nie mogłabym. W życiu. Własny, osobisty i na wyłączność, mężczyzna nie może doprosić się ode mnie mnóstwa rzeczy, bez odpowiedzi na 100 albo i 1000 pytań w deseń: „dlaczego, po co, na co i czy aby na pewno?”. Jakby rozkazał mi z miejsca byłby skazany na klęskę. A co dopiero jakby jakiś „obcy” chłop (bo zazwyczaj i w większości w tym zawodzie to mężczyźni) miałby mi wydawac rozkazy.