„Mogę coś zjeść?”

Jak już mowa o długo oczekiwanych słowach od Małego Księcia, to pozostańmy w tym temacie chociaż nie były wyczekiwane długo, ale za to namiętnie powtarzane po ładnych parę razy dziennie. Oczywiście to „coś” to zazwyczaj nie jest tym co ja serwuję, na zasadzie: „zjem wszystko, obojętnie co, tylko nie to co akurat mi zaproponujesz”:)). Rośnie mi Mały Książe i niebawem nie będzie już małym, ani tez i Księcia nie uświadczę;)). Przy okazji ferii przebywamy u dziadków i tutaj wszystko co babcia zrobi jest pyszne i najlepsze. Coś mi sie wydaje, że po powrocie będę słyszeć coś w deseń: „mogę zjeść coś co zrobiłaby babcia”?. Rodzice są od wychowywania, babcie i dziadki od rozpieszczania;) i ja na rozpieszczaniu korzystam, wsunęłam dzisiaj już 4 pączki i to nie jest ostatnie moje słowo w tym dniu. Nie ma jak pączki od babci. Popieram syna w 100%. A przy okazji tegorocznych ferii po przeszło 25 latach przerwy założyłam łyżwy i jeździliśmy z Małym Księciuniem. On po raz pierwszy w życiu. Daliśmy radę i żadne z naszych kończyn na tym nie ucierpiało.