Pod.

Wróciło zdalne, o radości. Dobrze, że tylko na chwilę, a po 9 stycznia mam nadzieję, że będzie szkoła. Chociaż już w zeszłym tygodniu szkoła dyszała, jak parowóz na szynach, ostatkiem sil. 70 dzieci na kwarantannie, niedobór nauczycieli i tylko wyczekiwałam na telefon od szkoly, że i nam należy się kwarantanna. Jakby telemarketing nie był zbyt nachalny, to w tym tygodniu nadrabiała to moja rodzona mama. Dzień w dzień po kilka telefonów. Wspominałam już może, że nie cierpię rozmawiać przez telefon? W dalszym ciągu obowiązuje to w pełni. I w tym też tygodniu akcja pod tytułem „dziecko zaszczep sie”, przybrała inny wymiar. Mniej więcej cytując rodzicielkę: tata w końcu straci cierpliwość, przyjedzie do Ciebie i spuści Ci manto na goły tylek. Koniec cytatu. Nie wiedziałam czy zacząć się śmiać, płakać, czy kłócić na poważnie, a na końcu rzucić słuchawką. Ze wszystkich możliwych opcji wybrałam oczywiście śmiech. Coś czuje że to mogą być ciekawe święta;)) za dużo w ludziach siedzi pod skórą;))