Nie ma to jak grudzień;)

I nie ma to jak narazić się na wydatek kilku stówek przed samymi świętami z własnej winy, żeby nie napisać głupoty;). Czytając u „czterdziestki”, że po raz wtóry wpadł jej telefon do ubikacji, zachodziłam w głowę, jak można wrzucić telefon do ubikacji. Już nie muszę zachodzić i kombinować po ostatniej wizycie u moich rodziców. Mały Książe nie posiada jeszcze swojego telefonu, jego starszy kuzyn już i owszem, stąd jak się widzą najczęściej zgarnia mój i instaluje mi różne niezbędne badziewia. W końcu zaczęliśmy walczyć ze sobą o mój telefon i skonfiskowałam go tak skutecznie, iż idąc do WC za potrzebą zapomnialam że mam go w tylnej kieszeni spodni. To jest przepis na katastrofę;)). Następne kilka dni przypomniałam sobie o laptopie i tylko klikałam linki do przypomnienia hasła, a to do szkoły, a do do librusa, a to do WhatsApp i do masy innych aplikacji, portali… Czulam się jak dziecko we mgle;)). Telefon prawą jak i lewą ręka. Zdawałam sobię sprawę, że telefon jest dosyć ważny urządzeniem w moim życiu, ale jak ważnym okazało się dopiero jak go straciłam;) Ale za sprawą paru ładnych stówek wróciłam do życia I to nie tylko wirtualnego.

Doceniajcie swoje telefony, nigdy nie wiadomo kiedy wpadną Wam do wody;)))