Długo wyczekiwane słowa.

W poniedziałek wieczorem Mały Książe wypowiedział do mnie tak długo oczekiwane przeze mnie słowa. ” Boli mnie głowa”. A wiadomo, ze jeżeli głowa boli Małego Księcia to jesteśmy o krok od gorączki i choroby zwalającej z nóg. Później poszło już lawinowo. Od wtorku kurowaliśmy się w domu, w środę mnie w jednym momencie siekły dreszcze i zimno. A w czwartek okazało się, że Mały Ksiaze jest na kwarantannie do końca stycznia. W piątek okazało się że małżonek ma dodatni plus na wiadomo jakim teściem a wczoraj stracił smak. Mały Książe już zdrowy i w pełni sił, dawno zapomniał o bólu głowy (jedyny objaw u niego, ani grama goraczki), ja w sumie też dobrze, przechodze jak zwykle przeziebienie. Właśnie robię rosół, bo wiadomo jak człowiek chory to najlepszy jest rosoł. Całe szczęście zmysł smaku mam w porządku i będę się w pełni nim rozkoszować. No to oby do końca stycznia;)))