Matka.

Największe osiągnięcie moje życiowe, to to że dane jest mi być matką. Mogłabym być lepszą matką, trochę tutaj jestem sobą rozczarowana, ale chyba najgorszą też nie jestem. Ostatnio przy okazji wizyty moich rodziców zauważyłam jakie mamy inne podejście do tematu rodzice-dzieci. Powiedziałam, że może Młody Książe będzie musiał wyjechać zagranice w poszukiwaniu lepszych warunków życia (przy narzekaniu na kraj w jakim przyszło nam żyć). Moja mama zaskoczona wielce rzekła wtedy: ” i zostanie tak sami??!!”. No owszem zostaniemy, nie patrzę na swoje potrzeby i na to żeby kto miał się mną zaopiekować na starość, jak to jest wymagane ode mnie samej. Być może myślenie mi się zmieni im bliżej będzie mojego końca, ale nie wychowuję syna po to, abym nie była sama, raczej od początku podchodziłam do tego tak, iż wychowuje go dla kogoś innego. Chcę dla niego jak najlepiej. Mierzi mnie niejeden komentarz mamy, jak nie dzwonię za czesto do niej, w stylu: jakbyśmy pomarli nawet bys nie wiedziała itp. Pierwszy raz usłyszałam od niej, że mnie kocha jak byłam już mężatką i powiedziała mi coś wcześniej tak okrutnego i niewyobrażalnego, że nikt dotąd nie wyprowadził mnie tak wcześniej z równowagi, a to było na „przepraszam”. Nigdy nie miałam jakiś super ekstra więzi z własną mamą, ale niewątpliwie jest moją mamą i mamie trzeba oddać to co się należy;)

Matka…najbardziej niedoceniany „zawód”.

I jak do każdego z dni pod tytułem: dzień kobiet, dzień zakochanych, urodziny, święta, Sylwester itp, itd, w ogóle nie przywiązuje do tego wagi ze to dzisiaj dzień matki. Takie dni są codziennie i to, że dzisiaj akurat dostanę laurkę od syna, czy dostałabym ją kiedy indziej, nie robi mi różnicy. Za dużo wagi przywiązujemy do tego co nieistotne i skupiamy uwagę nie tam gdzie być powinna.