Empatia.

Każdy ma swoją własną, oby każdemu było z nią dobrze, a i też nie zaszkodzi jak bliskie nam osoby z którymi żyjemy też były zadowolone z poziomu naszej empatii.

Wydaje mi się, że mam dosyć wysoki wskaźnik empatii..niestety, albo stety. Piękny też ma empatii pod dostatkiem, co jest jedną z wielu rzeczy, ktore mnie w nim zachwyca. I chyba kumulacja nastąpiła w Małym Księciu. Już w przedszkolu zwracano mi na to uwagę, polecano przychodnie pedagogiczne itp. Że jako jedyny w klasie jest tak wrażliwy itp. Osobiście nie uważam żeby to był problem, zdecydowanie uwielbiam w nim to. Zawsze jest też druga strona medalu. Bynajmniej nie chce go zmieniać, chociaż przypuszczam, że byłoby mu znacznie łatwiej i lepiej w życiu jakby był mniej zaopatrzony w empatię, a bardziej w inne, mniej atrakcyjne cechy. Cofam się teraz w czasie i wraca do mnie moje dzieciństwo i nadmiar tych emocji i brak zrozumienia u innych. I chociaż przeszłam przez to sama, to wcale nie jestem mądrzejsza. Nie wiem co pomogłoby mi wtedy, kiedy musiałam radzić sobie z tym sama. I nie wiem jak mogę pomóc Małemu Księciu w tym, aby siebie nie zgubił w tym wszystkim. Niewdzięczna rola rodzica, patrzeć na porażki swojego dziecka, na jego ból i nie móc zabrać tego z jego barków. Życia za niego nie przeżyję. A tak by się chciało żeby miał lżejsze życie, żeby nauczył się na błędach innych, a nie na swoich…ale nie ma lekko. Tych błędów będzie coraz więcej i głupot i wybryków itp. Prawdziwe wychowanie dopiero przed nami. Obyśmy jak najlepiej podołali.