Porażka.

Niedawno odezwał się do mnie, na potrzeby tego bloga niech będzie oznaczony literą „P”. Więc, (Nie zaczynamy zdania od: wiec), odezwał się P. Nawet na jego majowe urodziny nie wysłałam mu życzeń, bo zdawało mi się, że na święta nawet nie raczył odpisać na życzenia, założyłam wiec, ze zmienił numer telefonu. Wg niego faktycznie miałam rację i zdawało mi sie;). Jako, że mam nowy tel i przepadły w otchłani zapomnienia archiwa moje, moglo i tak być. Dziwne uczucie wymieniać się schematem standardowych zapytań typu: co ze zdrowiem, jak się żyje? Itp. Szczególnie, że kiedyś, wydawać by się mogło, że w innym życiu, był mi tak bliski. Miał większy wpływ na moje uczucia i samopoczucie niż Piękny przez jakiś czas. Teraz, z miejsca w którym jestem, dziwię się sama sobie, że miałam taką wiarę w niego. Tyle zaufania, mimo potknięć, błędów i intuicji, która mi podpowiadała od początku, że coś jest nie tak. Bardzo, ale to bardzo chciałam, aby to było prawdziwe, nie przekłamane, nie naciągane…, może dlatego, że tak bardzo chciałam, tak długo byłam ślepa i głucha na to co było. To nie był żaden romans, ani inny trójkąt. Nawet nigdy nie widzieliśmy się w tzw rzeczywistości. Ale nie umniejsza to w ogóle tego ile dla mnie znaczył. Był mi drogi. Jest nadal drogi i jestem mu życzliwa…, pretensje mam do samej siebie. Głównie o to, że dałam wiarę, albo uwierzyłam, że może być taki dobry i może zależeć mu na moim dobru. Tak…, bezinteresownie, tak z własnej czystej woli, taki człowiek właśnie dobrej woli, a mi było dane go spotkać na swojej drodze. Czas weryfikuje bardzo dużo, o ile nie wszystko. Słowa to tylko słowa, często rzucane na wiatr, czy może zagłuszające ciszę. Czyny ponad słowami jednak winny być. A i intuicji trzeba słuchać, nawet, a może szczególnie, kiedy wbrew naszym emocjom podpowiada. Mało w ludziach bezinteresowności i miłości. Rzadko o tym zapominam, ale kiedy mi się to zdarzy, zawsze kończy się to przypomnieniem żeby nie dawać za dużej wiary w ludzi. I chociaż P dobrze życzę, jak najlepiej…, lubię i kocham miłością jak człowiek do człowieka, tak wiem, że wcześniej postawiłam go na piedestale i widziałam bardziej ideał, zamiast człowieka, który np błądzi. Postawilam poprzeczkę dla młodego boga, a nie dla człowieka, nie dziwota, że ją strącił. Czy będę podtrzymywać kontakt, nie wiem. Dziwne uczucie, spojrzeć wstecz i widzieć swoją śmieszność, swoje błędy, swoją naiwność, swoją porażkę, bo mimo, że zrobiłam wiele to i tak skończyliśmy tak jak się obawiałam. Może nie całkiem jako obcy, bo dużo wiemy na swój temat…, ale daleko nam do siebie. I najsmutniejsze w tym jest to, że jak kiedyś bardzo się takiego stanu obawiałam, tak teraz nie chcę zmieniać tego . To jest moja porażka niestety. Sama ją sobie i nam przepowiedziałam.