Wakacje.

Po paru ładnych latach wsiadłam na rower i pojechałam ponad 50 km. W końcu. Tym razem zmieniliśmy się miejscami z Pięknym i on jechał autem z Małym Księciem, a ja drylowałam. Wieczorem dnia poprzedniego Piękny tylko miał za zadanie wgrać mi trasę do telefonu, żeby mi nadawał kierunek, bo jakbym miała zdać się na swój instynkt i znajomość w terenie, to nie wiem czy dojechalabym do celu w ciągu tygodnia. Jechało się super i iligancko;). Oprócz bólu karczycha i łba nie czuję żadnych innych bóli, oby nie zmieniło się to do jutra. Jestem zadowolniona. Zaczęliśmy wakacje;). Dzisiaj zjechaliśmy się do moich i jutro chłopy rozjadą się do prac, a my że szwagierką jakiś tydzień to na pewno, a może i dłużej, będziemy u moich się wakacjować. Dzisiaj też pierwsza wycieczka rowerowa z Małym Księciem za nami. Dał radę. Ja stresowałam się chyba bardziej niż on. Jak pogoda utrzyma się na tym poziomie, to do daty wyjazdu naszego będę jak śliwka robaczywka;). Wakacje…, niech żyją wakacje.