Trochę czasu.

Piękna pogoda…, piękna. W taką pogodę cieszę się niezmiernie, że zadecydowaliśmy zamontować sobie klimatyzację przy okazji wprowadzania się tutaj i generalnego remontu. Bez klimatyzacji bylibyśmy biedni w tym nagrzanym molochu. Przez te kilka dni byliśmy zmuszeni z Małym Księciem przesiadywać w czterech ścianach, gdyż pewnego słonecznego poranka, kiedy to Mały Książe miał się już ubierać do przedszkola, naszym oczom ukazały się dziwne kropki. Pierwsze co w mojej głowie narodziła się myśl, że ospa. Szczerze pisząc nie miałabym nic przeciwko temu, bo wychodzę z założenia, że lepiej wcześniej, niż jakby miał mi na nią zapaść w wieku późniejszym. Ale na (nie)szczęście to jakaś bostonka. Jako, że zakaźna to zakaz też wychodzenia obejmował nas. Takim to sposobem ścieraliśmy się przez kilka dni z Małym Księciem i aż sama się sobie dziwiłam czemu mam takie nerwy i warczę, nie wspominając o tym, że martwię się jak to będzie przez wakacje, bo jeszcze się nie zaczęły, a ja już mam dosyć:). Choroba jednak odbijała się na Małym Księciu co dało się zauważyć po drzemkach popołudniowych i to 2-3 godzinnych. Po raz pierwszy usnął nam też we wannie:) Po raz drugi dokładnie wczoraj to powtórzył, po wyrwaniu przez Pięknego jego pierwszego zęba. Dzisiaj zaaferowany biegł do mnie z wielkimi oczyma z banknotem w dłoni od wróżki zębuszki:) Że też za moich czasów nie było takich wróżek:). Dzisiaj, po przerwie, udał się do przedszkola i mam trochę czasu dla siebie. Dziwne i być może niezrozumiałe dla innych, ale czuję wielką potrzebę pobycia w samotności. Za głośno wokół mnie, za szumnie, za tłoczno, za interesownie…”za”:). Nie poskarżyłabym się na trochę czasu dla samej siebie.