Forma.

Po dniach wilgotnych i zimnych doszły upały. I tak źle i tak jeszcze gorzej:). Ale przynajmniej mam nadzieję, że ruszą mi pelargonie bo w tym roku bida, aż piszczy. Już czerwiec, a z doniczek wygląda mało co:). Za to ziółka od mamy pięknie mi się przyjęły. Lawenda przesadzona też nie padła, a wczoraj w końcu i trawy znalazły sobie swój wymuskany przez Pięknego dom. Od paru dni, jak to słońce tak nas rozpieszcza, jemy śniadanie na tarasie. W tym roku doprawdy docenię ten nasz taras tak jak na to zasługuje;). Wszystko się zieleni i rośnie w górę, co cieszy moje oko i nie tylko;)). Nadal Pięknego dietujemy. Ja jestem za leniwa na diety i inne takie przypadłości:). Zobaczymy jakie będą wyniki badań kontrolnych. Mam nadzieję, że dużo czasu upłynie zanim znowu tak mnie nastraszy.

W powietrzu czuć już wakacje:)), a ja nadal z formą zimową:)))