Ciągle pada.

Zeszłoroczny maj pamiętam, że był słoneczny, a to dzięki teściom, którzy maj spędzali w sanatorium i bardzo sobie chwalili. Tegoroczny na pewno nie cierpi na nadmiar słońca. Pogoda być może oddaje wiele z nastrojów ludzi, kto wie;)). W sumie nie pogardziłabym słońcem, szczególnie, że twarz wróciła do mojego naturalnego koloru i nawet uśmiechanie się nie sprawia mi trudności, ani bólu, więc nie jest źle;). Moje kwiatki, koperek, pomidorki itp. też zapewne byłyby wdzięczne za większą ilość promieniowania. A ja powoli, powoli ogarniam wszystko i siebie przy okazji też. Brat polecił program fitatu-i bawi mnie trochę nawet wpisywanie całego menu patrzenie na podsumowanie tych wszystkich witamin, minerałów, tłuszczy itd. Chociażbym nie wiem jak się starała, zawsze wyjdzie czegoś brak, a pestycydów nikt nie wpisał i nikt mi nie liczy, czy też innych dobroci jak plastik, czy metale ciężkie. Ciężko lekko żyć;). Szczególnie w sytuacji gdzie w przeciągu roku przeciętnie zjadamy około 1,5-2 kg plastiku np.:). To zapewne ten plastik odłożył mi się w miejscu gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę;) to by wiele tłumaczyło. Ale dieta zobowiązuje, więc staram się dla Pięknego wymyślać i kombinować jak tylko mogę i jak tylko mnie stać. Przy okazji i nam nie zaszkodzi;)