Strajk.

U mnie i u wielu odbił się echem w postaci obecności Małego Księcia w domu zamiast w przedszkolu. Od poniedziałku raczymy się własnym towarzystwem i nie rozpaczam z tego powodu. Jeszcze w zeszłym tygodniu strajk miał trwać jeden dzień, w poniedziałek wieczorem dostaliśmy informację, że jutro jeszcze też, następnego dnia sytuacja się powtórzyła, a we środę informacja brzmiała, że co najmniej do piątku będzie strajk, a co w następnym tygodniu, to się okaże jeszcze. Można spokojnie to przeżyć. Rozumiem jednak, że jest to swego rodzaju problem dla rodziców którzy pracują i nie mają możliwości podrzucenia dziecka komuś innemu. Każda strona, jak to zazwyczaj bywa, ma swoje racje. Powoli, powolutku zbliża się nam sezon rowerowy. Zadeklarowałam się, że to ja będę uczyć Młodego jazdy na rowerze. Jak to mówią, chcesz żeby było coś zrobione dobrze-zrób to sam:). Jak tylko zrobi się cieplej strzepujemy kurz z rowerka Małego Księcia i będziemy siać postrach na drogach. W sobotę Mały Książe ma „zawody” z karate. Zaprosiliśmy rodziców jednych i drugich. Moi na pewno będą, zobaczymy jak z drugimi. Trzeba wykorzystywać okazję do spotkań, pogaduszek i pośmiania się. Obiad, kawa, jakieś ciastko i część weeka przynajmniej zaplanowane. Zostaje jeszcze niedziela do zagospodarowania.