Zamążpójście.

 Raz mi w życiu wystarczy, aż nadto. Jeżeli jakimś cudem w tym życiu będę postawiona przed ponowną decyzją czy tak, czy nie, zapiszę tutaj sobie ku pamięci, żeby nie skusić się za żadne skarby. Mój wybór męża był słuszny i mogło to się udać tylko z nim. Nie narzekam na niego, podejrzewam, że on bardziej mógłby narzekać na mnie i nie mogłabym obrażać się na jego zarzuty, bo pewno byłyby prawdziwe- znam swoje wady na moje nieszczęście. Wybierając go nie kierowałam się miłością. Już wtedy wiedziałam, iż sama miłość nie wystarczy. Z niewielu decyzji w swoim życiu jestem zadowolona, czy dumna, ale wybór właśnie jego na swojego męża, jest to najlepszy wybór jaki podjęłam w życiu. Patrzyłam na to jakim jest człowiekiem, chciałam przede wszystkim dobrego człowieka. Zaczęłam więc od dobrego człowieka, pokochałam go, wszak człowieka dobrej woli bardzo łatwo pokochać, a potem był ślub. Po kilkunastu latach w tym związku, widząc tyle rozpadów małżeństw tych takich z wielkiej, nieokiełznanej miłości i też z tych mniejszych miłości i tzw. wpadek, widząc te zdrady wszystkie które ujrzały światło dzienne i te które są do tej pory jeszcze nieujawnione, ale np. opisywane w blogach włącznie z poradami pod tytułem „jak zdradzać, żeby  nie zostać przyłapanym”, nie mogę oprzeć się myśli, że człowiek nie jest stworzony do monogamii. Dzisiejsze czasy tym bardziej nie sprzyjają monogamii. Zdrada jest na wyciągnięcie ręki, czy też naciśnięcie klawisza. Dążymy do szczęścia, do bezpieczeństwa, w pewnym stopniu do stagnacji- gdy już to osiągamy chwilę trwa cieszenie się tym stanem, później zaczyna coraz bardziej nam „czegoś” brakować. To coś może być różne w zależności od potrzeb człowieka. Bardzo łatwo zachwycać się kimś nowo poznanym, obcym, doceniać tego kogoś za to jaki jest wyjątkowy (w pewnym sensie każdy z nas jest wyjątkowy). Zachwycać się tą samą osobą przez lata, przez dziesiątki lat dzień w dzień mimo problemów, wad swoich i tej drugiej osoby, mimo pokus szepczących do ucha, czy też wodzących oczy na pokuszenie. Nie stracić z oczu tej osoby, którą kochamy, widzieć ją cały czas, doceniać, zachwycać się nią…, to dopiero jest sztuka. Przyznam się, że różnie mi to wychodzi:) Czasami i ja nie oprę się znudzeniu, humorom, rezygnacji…, ale staram się z tym walczyć. Chcę patrzeć na męża i widzieć jakim jest dobrym człowiekiem. Chcę patrzeć i widzieć ile mi daje, ile dla mnie robi. Często to widzę, często też muszę sobie sama przypominać o tym. Tak łatwo człowiek zapomina i wymyka mu się to co ważne, co najważniejsze. Tak łatwo zapatrzeć się na kogoś innego, a od zapatrzenia do kłopotów mały, malusieńki krok. Doceniam to co mam. Czasami mniej, czasami bardziej, ale doceniam. Wybrałam sobie najlepszego męża dla siebie. Drugiego takiego już nie znajdę i mam nadzieję nie znaleźć!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s